MHP
MHP Informacje
Design: studiobakalie.pl
Wprowadzenie
Natalia Jaroszewska
Okres dwudziestolecia międzywojennego był czasem rozkwitu państw Europy, w tym także Polski, w której po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. tworzyło się nowe społeczeństwo. Warszawa dawała szansę na lepsze życie. Entuzjazm, spowodowany zakończeniem wojny, pchał ludzi do twórczych działań, powstawały nowe kierunki w literaturze i sztuce. Z zainteresowaniem
śledzono światowe trendy w modzie i wzornictwie. Przykładem może być styl art déco, który rozwijał się równolegle w każdej z tych dziedzin. Warszawa nie pozostawała w tyle za innymi stolicami Europy, a moda, bardziej wyraziście niż kiedykolwiek,
odzwierciedlała sytuację społeczną. Początek XX w. przyniósł najwięcej radykalnych zmian w sytuacji kobiet, dlatego też moda kobieca tego okresu jest wyjątkowo interesująca. Funkcjonalizm stroju i maskulinizacja sylwetki, charakterystyczne dla mody damskiej lat 20., były efektem praw wywalczonych wcześniej przez sufrażystki, manifestacją kobiecej niezależności. Uproszczenie stroju i rezygnacja z noszenia gorsetu symbolicznie określały sytuację kobiet, które po latach wojny w sposób nieunikniony przejęły część męskich obowiązków.
Polscy artyści zajmowali znaczące miejsce na międzynarodowej scenie kulturalnej. Wśród najbardziej opiniotwórczych postaci, znanych w Europie i Stanach Zjednoczonych, znajdziemy bez trudu polskie nazwiska. Antoni Cierplikowski, znany jako Antoine, był światowej sławy stylistą fryzur i kreatorem obowiązujących ówcześnie trendów. Miał swoje autorskie salony w Paryżu, Londynie, Mediolanie, Nowym Jorku.
Rozgłos zdobył jako twórca pierwszej kobiecej fryzury z krótkich włosów, którą wykreował dla aktorki Evy Lavaliére, chcąc "odmłodzić" jej sceniczny image. Fryzura ta, nazwana później "la garćonne" (chłopczyca), podbiła świat i zrewolucjonizowała tradycyjne myślenie o wizerunku kobiety. Stała się też symbolem nowego stylu w modzie, który lansowała w tym samym czasie projektantka Coco Chanel. Fryzjerskie eksperymenty Antoine'a z włosami jako formą, np. pierwsze kontrastowo odbarwione pasemka włosów, dające awangardowy, graficzny efekt, wpisywały się w nurt poszukiwań artystycznych art déco. "Był największym z tych, którzy na równi z Coco Chanel stworzyli kobietę współczesną" - pisano w magazynie "Le Figaro"
po jego śmierci.
Polskiego pochodzenia była również Pola Negri (Apolonia Chałupiec), światowej sławy gwiazda filmowa, która zrobiła zawrotną karierę w Hollywood. Lansowała wizerunek "wampa", podkreślony mocnym, wyrazistym makijażem i graficzną fryzurą z krótkich, ciemnych włosów. Budująca wokół siebie aurę niedostępności i tajemniczości, stała się symbolem filmowej femme fatale.
Uosobieniem swoich czasów była Tamara Łempicka, Polka z pochodzenia, urodzona w Warszawie. Ta słynna malarka, która upodobała sobie styl neokubizmu, stała się ikoną nowej kobiecości, uwieczniając ją w swoich obrazach. "New York Times" nazwał ją "Boginią automobilu o stalowych oczach". Jej autoportret "Tamara w zielonym Bugatti" przedstawia kobietę wyemancypowaną, niezależną i jednocześnie niezwykle stylową. Obraz ten trafił na okładkę żurnala "Die Dame" w 1925 r., przynosząc artystce ogromną popularność. Olśniewała urodą, prowokacyjnym stylem bycia i ubiorem, a dzięki uwielbieniu, jakim darzyła ją prasa, tworzyła nowe trendy.
Wybitni polscy twórcy mieli pole do popisu nie tylko za granicą. W kraju rozkwit przeżywały kinematografia, teatr, kabaret, literatura. W 1925 r. po raz pierwszy zaczęło nadawać Polskie Radio. W Polsce okresu międzywojnia narodziły się wielkie gwiazdy przemysłu rozrywkowego, tworzące obok arystokracji lokalną elitę towarzyską i środowisko opiniotwórcze. Stefania Grodzieńska tak opisuje to zjawisko w swoich wspomnieniach: "Ordonka była żoną hrabiego Tyszkiewicza. Dużo było takich
małżeństw - pan tytułowany, żona gwiazda. Gwiazdy, to były prawdziwe gwiazdy - to była niewyobrażalna popularność. Nie było telewizji - był teatr, film, kabaret". Największą popularnością cieszyły się aktorki filmowe - Jadwiga Smosarska, Hanka Ordonówna, Mira Zimińska, Nora Ney, Maria Bogda, i Mieczysława Ćwiklińska. Posyłano im kwiaty, biżuterię, czekoladki. Były niekwestionowanymi autorytetami w dziedzinie mody.
Prawdziwy renesans przeżywały w Polsce bale. Co roku wielkim wydarzeniem były bale karnawałowe środowisk twórczych, których atrakcją były wybory królowej balu. Śmietanka towarzyska spotykała się na Balach Mody, które do 1939 r. odbywały się w Hotelu Europejskim. Ciekawostką z dziedziny mody był Bal Polskiego Jedwabiu, który promował rozwijający się rodzimy przemysł jedwabniczy. Kroniki wspominają, że prezydentowa Mościcka i żony wszystkich ministrów wystąpiły w sukniach z polskiego jedwabiu, tak lekkich i delikatnych, że "można je było przeciągnąć przez pierścionek". Materiały te były nie tylko tkane w Polsce, ale i wytworzono je z wyhodowanych w Polsce jedwabników. Na balach i wszelkich imprezach towarzyskich obowiązywała precyzyjnie określona etykieta dotycząca również zasad komponowania stroju. Po południu odbywały się tzw. fajfy, na które panie wybierały się w popołudniowych lub koktajlowych sukienkach. Na wieczornych imprezach obowiązywały
zawsze dłuższe suknie, pozwalano sobie również na głębsze dekolty i więcej biżuterii.
W latach 20. w całej Europie kończył się okres "grzecznych" tańców, których znajomość należała do kanonu dobrego wychowania. W USA bawiono się przy nowoczesnych dźwiękach jazzu, a Europę opanowało tango, które zostało potępione przez papieża Piusa X jako niemoralne. Następnie pojawiły się nowe dynamiczne tańce, jak np. fokstrot, charleston, quick step, które wymusiły większą funkcjonalność kobiecych strojów wieczorowych, tak by nie krępowały one ruchów. Taniec stał się afirmacją życia i wolności.
Jak zainteresowanie światowymi trendami przekładało się na życie codzienne ówczesnych Polek? Przede wszystkim nie było powszechnego dostępu do autorskich domów mody, takich jak w Paryżu Coco Chanel, Paquin, Lanvin. Na ulicach większych polskich miast pojawiały się kobiety w strojach zagranicznych projektantów, jednak panie, chcące wyglądać modnie, ubierały się przede wszystkim u lokalnych krawców. Istniały znane na całą Polskę pracownie krawieckie, które ubierały klientki według wzorów z zachodnich żurnali. Takie podejście do mody było popularne ze względów ekonomicznych, ale również w dobrym tonie było, po okresie kryzysu gospodarczego, lansowanie rodzimego rzemiosła. Liczne pracownie krawieckie i szewskie starały się nadążać za tendencjami mody światowej, jednak bez aspiracji do kreowania własnego stylu. Dla ludzi mniej
zamożnych istniały żurnale mody ("Przegląd Kobiecy", "To, co najmodniejsze", "Świat Pięknej Pani"), publikujące wykroje i wzory, według których można było samodzielnie wykonać kreację najmodniejszą w danym sezonie. Jednocześnie polski przemysł włókienniczy był w stanie zapewnić najpiękniejsze tkaniny: żyrardowskie lny, bielskie wełny, milanowskie jedwabie najwyższej jakości.
W Polsce, głównie w Warszawie, istniało wiele szanowanych domów mody. Kreacje z takich pracowni, jak "Ewelina" (Chmielna 24) czy "Ludwika" (Nowy Świat 41), prezentowały na karnawałowych balach gwiazdy filmu, rywalizując o tytuł Królowej Mody. Stefania Grodzieńska wspomina: "Był wówczas pewien, nazwijmy go dzisiejszym językiem, wielki krawiec. Taki nasz Dior. Na rogu ulic Kredytowej i Marszałkowskiej miał swój Dom Mody. Herse sam wybierał sobie modelki, tak samo jak inne duże domy mody na świecie. Najczęściej wybierano pośród tancerek - wiedziały, jak się ładnie poruszać. Zaliczałam się do tej ťkadryŤ Hersego. Z jego kolekcjami miałam okazję bywać na eleganckich balach, a przy okazji podglądałam ťwielki światŤ. Poznawałam najpopularniejsze osoby - Wieniawę, Smosarską".
Wspomniany Dom Mody był jedynym takim miejscem w Polsce. Jego opisy, które można znaleźć w kronikach, zapierają dech w piersiach: "Autorem projektu tej ogromnej, czteropiętrowej, luksusowej secesyjnej kamienicy, zaopatrzonej we własną elektrownię, telefony, windy i nie tak jeszcze popularne central-Huss. Drzwi do owego królestwa mody otwierał wygalowany portier, zwany wówczas szwajcarem. Po przejściu ogromnego sklepu z materiałami, gdzie uwijała się liczna rzesza subiektów, wchodziło się na monumentalne marmurowe schody, wysłane tłumiącym kroki kokosowym chodnikiem, wiodące na pierwsze piętro do salonów mody. Tam obsługę przejmowali wysoko wykwalifikowani krawcy i krojczynie. Można też było, pośród luster i palm, przysiąść na obitej pluszem kanapce i przejrzeć najnowsze żurnale, których stosy leżały na stolikach i konsolach. Całe czwarte piętro zajmowały pracownie krawieckie, szwalnie i wykończalnie".


Już przed I wojną światową w stolicy mody - Paryżu rozpoczyna się rewolucja, nabierająca przyspieszenia w latach 20. Natychmiast podchwyciły ją kobiety w całej Europie. Uproszczenie form i funkcjonalizm to symbole czasów, w których życie, napędzane ambicjami i poczuciem wolności, nabrało tempa. Aktywny tryb życia powoduje po raz pierwszy od setek lat skrócenie spódnicy do długości odsłaniającej łydki. Całkowita rezygnacja z gorsetu sztywno kształtującego sylwetkę znalazła swoje odzwierciedlenie w formie stroju zewnętrznego - stał się on prosty i wygodny, bez zaakcentowanej talii.
Przełomem było pojawienie się w 1926 r. w Domu Mody Chanel kultowej sukienki, zwanej "małą czarną", będącej uniwersalną kreacją popołudniowo-wieczorową. Słynna projektantka zaproponowała wtedy również sukienkę dzienną, prostą, półsportową z rękawami, wykonaną z dżerseju. Model ten został nazwany "Fordem", gdyż, jak pisano: "Jest praktyczna, prosta, ma piękną linię i jednocześnie dostosowuje się do indywidualnych potrzeb". Ta koncepcja stroju doskonale przyjęła się w Polsce, w formie jednej, uniwersalnej sukienki, tzw. bazy, którą uzupełniano różnymi kołnierzykami, broszkami, koralami. Na co dzień kobiety nosiły tego typu proste, dżersejowe lub wełniane sukienki do pół łydki. Pojawiła się moda na zestawianie różnych części stroju, od łączenia rozkompletowanych części kostiumu lub garsonki, po zestawianie prostych spódnic z pulowerami lub bluzkami typu "kasak". Żakiety miały prostą, geometryczną formę, często pozbawione były tradycyjnego kołnierza z klapami, a przez brak wcięcia w talii przypominały nieco blezery. Spódnice w stroju codziennym najczęściej były plisowane lub układane w kontrafałdy, dla podkreślenia efektu wąskich bioder. Ich długość sięgała początkowo połowy łydki, w połowie dekady została skrócona i sięgnęła tuż za kolano. Charakterystycznym elementem sylwetki w latach 20. było lekkie zbluzowanie stroju poniżej talii lub pasek na biodrach podkreślający optycznie jej obniżoną linię. Popularne były proste płaszczyki o linii tuby, do których luksusowym dodatkiem był futrzany kołnierz - najlepiej z lisa.
Wyraźną ewolucję przeszła moda sportowa, stroje stały się luźne i nie krępowały ruchów. Ciekawym zjawiskiem było w latach 20. zatarcie granicy między ubiorem sportowym a spacerowym. Strój do gry w tenisa, złożony z luźnej bluzki i plisowanej spódnicy stanowił inspirację dla nowych form stroju dziennego, opisanego wyżej. Z kolei kreacje plażowe, przypominające wyglądem obecną piżamę (luźne spodnie i bluza), pojawiły się również w wersji codziennej - uszyte z jedwabnej satyny stanowiły domową toaletę poranną lub popołudniową. Duży udział w lansowaniu takiej wersji "pyjamy" miała słynna Pola Negri, czyniąc z tego stroju jedną ze swych modowych ekstrawagancji.
Wyemancypowane kobiety chętnie zrezygnowały z wysokich obcasów - na co dzień pantofelki były niemal całkowicie płaskie. Niewielki słupek miało obuwie wieczorowe, w którym można było przetańczyć całą noc. Uzupełnieniem tego stylu było charakterystyczne, małe nakrycie głowy - kapelusik bez ronda, przypominający kask. Dużą popularnością cieszyły się, zakładane na wieczór szerokie opaski na włosach, lekko zakrywające czoło, najczęściej bogato ozdabiane perłami lub sztrasami.
Moda wieczorowa eksponowała zmieniające się tendencje. Była wyrazista, mniej kompromisowa, nie podporządkowująca się zasadzie funkcjonalności. Jedyne granice, szczególnie w Polsce, wyznaczały przepisy savoir-vivre'u. Określały dokładnie, jakiego rodzaju kreacje należy założyć na jaką okazję, co wypada założyć panience, a co starszej pani. Można powiedzieć, że był to "dress code" oparty na zasadach dobrego wychowania.
Sukienki koktajlowe w latach 20. zyskały wyjątkowo oryginalną formę. Bogactwo zdobień, ornamentów, połysk tkanin równoważyły prostotę fasonu. Geometryczne, diagonalne cięcia, krój ze skosu i obniżona talia są charakterystyczne dla kreacji z tego okresu. Suknie ozdobione były misternymi haftami, cekinami, frędzlami, sztrasami, koralikami i piórami. Zgodnie z tendencjami w sztuce preferowano motywy geometryczne i orientalne. Ważny był połysk eksponowany podczas ruchów w tańcu.
Suknie wieczorowe w latach 20. najczęściej sięgały za kolana lub do połowy łydki. Obowiązkowo akcentowano obniżoną linię talii poprzez drapowania i elementy biżuteryjne. Bogate hafty, koronki, jedwabne kwiaty, mieniące się sztrasy nadawały kreacjom prawdziwie luksusowy charakter. Modne były stroje wielowarstwowe, podkreślające lekkość ruchów w tańcu. W kreacjach balowych panie pozwalały sobie na śmiałe odsłonięcie pleców, najczęściej w formie głębokiego dekoltu V. Niezbędnym dodatkiem do wieczorowej kreacji chłopczycy był luksusowy wachlarz z piór i długie sznury pereł.
Lata 30. przyniosły modyfikacje tej sylwetki i powrót do bardziej kobiecych form. Po dekadzie eksperymentów z proporcjami, talia "powróciła" na swoje naturalne miejsce, co w strojach każdego typu było silnie akcentowane, np. przy użyciu paska lub kokardy. Prasa rozpisywała się o powrocie kobiecości - chude, pozbawione biustu chłopczyce powoli zastępowane były przez pełniejsze, proporcjonalne sylwetki. Geometryczną prostotę strojów wypierały skomplikowane, pełne detali konstrukcje. W stroju  dziennym najpopularniejszym zestawieniem był dwuczęściowy kostium: spódnicę o rozszerzonym dole, szytą z klinów lub w formie trapezu z godetami, komponowano z bardzo mocno dopasowanym w talii żakietem, o wyraźnie zarysowanej linii ramion. Na wysokości talii zawsze znajdował się detal, jak np. pasek, klamra, ozdobne guziki. Charakterystycznymi elementami były tu również nakładane kieszenie oraz kołnierz dwuelementowy lub oparty na wymyślnej i skomplikowanej konstrukcji.
W latach 30. po raz pierwszy w modzie damskiej pojawiły się spodnie jako element stroju wyjściowego. Prekursorką takiego stylu ubierania była już w pierwszej połowie dekady gwiazda kina Marlena Dietrich. Ubrana w charakterystyczne spodnie o szerokich nogawkach z mankietami lub bardzo przylegający do ciała smoking stworzyła zupełnie nowy wizerunek kobiety. Zanim ten styl został zaakceptowany, przez europejskie media przelała się fala krytyki. W Polsce widok kobiety w garniturze jeszcze długo należał do rzadkości, spodnie stanowiły raczej ekstrawagancję zarezerwowaną dla gwiazd. Przyjęły się tylko w ubiorach sportowych - na narty, do jazdy konnej (bryczesy); szorty do wioślarstwa, żeglarstwa, jazdy na rowerze.
W lecie popularne były dzienne sukienki, często z tkanin deseniowych o motywie drobnych kwiatów lub groszków. Były bardzo kobiece: wyraźne zaakcentowanie linii ramion za pomocą różnych form rękawków uwydatniało wcięcie w talii, dodatkowo podkreślone paskiem lub kokardą. Dół sukienki sięgał do połowy łydki lub za kolano i miał miękki, falujący fason, krojony ze skosu lub z półklosza, często ozdabiany lekkimi falbankami i godetami. Sukienki dzienne na chłodniejsze dni, szyte z grubszych tkanin, np. wełen charakteryzowały się skomplikowanym krojem, złożonym z klinów lub drapowań, z dużą ilością detali, takich jak guziki, kokardy, kieszonki z patkami. Do mody wróciły znów buty na wyższym obcasie i kobiece kapelusze z rondem. Bardzo popularnym dodatkiem była wiązana pod szyją jedwabna apaszka w kontrastowym do stroju kolorze.
Miękkość linii jest szczególnie widoczna w sukniach wieczorowych, gdzie finezyjne konstrukcje oparte na skosach i draperiach zastąpiły geometryczną syntezę i bogatą ornamentykę minionej dekady. Krój ze skosu, którego prekursorką była w Paryżu Madeleine Vionnet, pozwalał na uformowanie kreacji na ciele niczym drugiej skóry. Tkaniny niemal zawsze były gładkie, a jedyne zdobienie stanowiły detale wynikające z kroju oraz jedwabne kwiaty i kokardy. Gwiazdy kina lansowały sukienki opływające ciało, wąskie, lejące, powłóczyste, długie do ziemi. Wykonywano je z połyskującej, jedwabnej satyny lub lamy, które dawały efekt nieskazitelnej gładkości. Tkaniny te pięknie eksponowały draperie, ozdobne linie cięć, falbany - typowe dla tego okresu detale. Moda dwóch dekad międzywojnia doskonale obrazuje próbę odnalezienia się kobiety w nowo tworzącym się społeczeństwie - od buntu i chęci zaakcentowania swojej niezależności po powrót do miękkich, podkreślających kobiecą sylwetkę form.